niedziela, 27 lipca 2014

"Przebudzenie"- Silver

Biegnę i staram się znaleźć w powietrzu zapach Arali, Ashkore'a czy Anzel'a. Nic. Łapy piekły mnie od zimna. Były przemarznięte do tego stopnia. że zaczynałam zostawiać krwawe ślady na śnieżnobiałym śniegu. Miałam wrażenie, że kręcę się w kółko- wszystko wyglądało tak samo. Zastanawiał mnie ten brak zwierząt- odkąd wydostałam się z jaskini nie spotkałam nawet jednego królika, a z tego co pamiętam to ich było zawsze najwięcej. Ja jak to ja- kiedy w głowie zaczynają plątać się myśli i nie wiem co robić po prostu śpiewam i idę cały czas do przodu. Przyspieszmy kroku, bo dogania nas noc. A w nocy lepiej losu tu nie kusić. Instynktownie spojrzałam w niebo, ale nie dostrzegłam nic prócz morza chmur. Mogłam jedynie domyślać się jaka była teraz pora. Choć nie czuć stóp. Choć stopy mówią nam stop. A pięty depcze nam ponury los. Ponury los tu nos w nieswoje wkłada. Przestałam zwracać uwagę na pieczenie łap i zmęczenie. W tej chwili obchodziło mnie tylko znalezienie kogokolwiek. Dotarłam w miejsce gdzie śnieg zmieniał się w lód, a drzewa i krzewy znikały. Przestałam tym bardziej marzyć o jakimś posiłku. Pojawił się jednak pewien plus tego wszystkiego. Na otwartym terenie łatwiej będzie mi ich znaleźć, będziemy się widzieć. Z nadzieją kotłującą się w moim sercu i strachem wymalowanym w oczach zrobiłam niepewny krok do przodu i ostatni raz obejrzałam się za siebie. Gdzie jesteście. Gdzie ja jestem. Zawyłam unosząc łeb w górę i po chwili już pewnie stąpałam po grubej, lodowej drodze. Raz na jakiś czas przystawałam aby wsłuchać się w świszczenie wiatru z nadzieją, że przyniesie on do mnie odpowiedź od jakiegoś wilka. Chciałam znów wysłać sygnał w powietrze jednak gardło odmówiło mi współpracy. Powoli zwalniałam czując wypływające ze mnie siły, obraz zaczął się rozmywać, a na horyzoncie pojawiły się wilki. Rozpoznałam wśród nich Aralię. Na chwiejnych łapach ruszyłam w ich stronę. Kiedy byłam na tyle blisko, aby dokładniej się im przyjrzeć- rozpłynęli się. Świetnie... Zaczynam wariować... Niepocieszona zrobiłam jeszcze kilka kroków po czym runęłam jak długa na lodową powierzchnię. Jeszcze tego brakowało... Skąd we mnie taki brak sił? Kilkukrotnie próbowałam się podnieść jednak to tylko dodatkowo mnie osłabiało. Co się ze mną dzieje? Już nic nie widziałam. Wszystko zlało się w jedno i boleśnie kuło moje oczy. Zamknęłam je więc, co przyniosło ulgę- nie wielką, ale zawsze. Nie zauważyłam nawet jak zasnęłam z cichym "przepraszam Was" i ostatnim skowytem smutku, zanim odpłynęłam w niezmierzone ciemności z nadzieją, że skoro ja ich nie znalazłam to chociaż oni znajdą siebie.

CD - Aralia, Ashkore, Anzel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz