-Powinnyśmy się pospieszyć.- powiedziała Aralia. Obie zgodziłyśmy się z nią i dalszą drogę chciałyśmy odbyć w truchcie. Ledwo zarzuciłyśmy tempo kiedy zza naszych pleców wyłoniła się wielka czapa śniegowa. Nie zawahałyśmy się nawet przez moment- po prostu biegłyśmy. Starałam się nie zgubić towarzyszek z oczu, jednak było to nie możliwe. Po ominięciu kolejnego drzewa byłam sama. Nie poddawałam się jednak i po mimo burzy która w między czasie przyszła biegłam dalej. Śnieg sypał mi się do oczu, łapy powoli odmarzały. Wiedziałam jednak, że mam dokąd wracać i nie mogłam się poddać. W szaleńczym pędzie wymijałam kolejne drzewa chwilami ślizgając się na lodzie. Po dłuższym czasie kiedy siły zaczęły mnie opuszczać dostrzegłam małą jaskinię. W lekkim ślizgu wbiegłam do niej i skryłam się za głazami. Później była tylko ciemność. Ocknęłam się, nawet nie wiem po jakim czasie i oceniłam sytuację. Była krytyczna. Siedziałam całkiem sama w jaskini przysypanej grubą warstwą śniegu, a miejscami nawet lodem. Cóż miałam innego do roboty jak kopanie? Szło mi okrutnie. Łapy bolały mnie po części od wysiłku jak i zimna. Byłam głodna. Na pewno siedziałam tam nieco dłużej niż cztery dni. Nie zasypiaj. Nie możesz zasnąć. Nie obudzisz się. Powtarzałam te słowa ciągle, wymiennie z tym, że muszę ich znaleźć i wydostać się. Traciłam już nadzieję na wydostanie się. Usiadłam, a po moim pysku spływały brudne od ziemi łzy. I wtedy stało się coś, co dodało mi otuchy. Promienie słońca oświetlały wejście do jaskini. Przechodziły przez śnieg! Zaczęłam kopać w miejscu gdzie słońce prześwitywało najbardziej. Po kilku minutach dokopałam się do powierzchni, a po niecałej godzinie wystawiałam pysk na zewnątrz z zamiarem wyjścia z tej przeklętej jaskini. Kiedy moim oczom ukazały się drzewa i niebo skakałam z radości jak szczeniak w czasie zabawy. Mój entuzjazm został jednak szybko zgaszony kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem sama w miejscu którego nie znam. Zaczęła się mozolna wędrówka w poszukiwaniu przyjaciół...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz