Biegnę i staram się znaleźć w powietrzu zapach Arali, Ashkore'a czy Anzel'a. Nic. Łapy piekły mnie od zimna. Były przemarznięte do tego stopnia. że zaczynałam zostawiać krwawe ślady na śnieżnobiałym śniegu. Miałam wrażenie, że kręcę się w kółko- wszystko wyglądało tak samo. Zastanawiał mnie ten brak zwierząt- odkąd wydostałam się z jaskini nie spotkałam nawet jednego królika, a z tego co pamiętam to ich było zawsze najwięcej. Ja jak to ja- kiedy w głowie zaczynają plątać się myśli i nie wiem co robić po prostu śpiewam i idę cały czas do przodu. Przyspieszmy kroku, bo dogania nas noc. A w nocy lepiej losu tu nie kusić. Instynktownie spojrzałam w niebo, ale nie dostrzegłam nic prócz morza chmur. Mogłam jedynie domyślać się jaka była teraz pora. Choć nie czuć stóp. Choć stopy mówią nam stop. A pięty depcze nam ponury los. Ponury los tu nos w nieswoje wkłada. Przestałam zwracać uwagę na pieczenie łap i zmęczenie. W tej chwili obchodziło mnie tylko znalezienie kogokolwiek. Dotarłam w miejsce gdzie śnieg zmieniał się w lód, a drzewa i krzewy znikały. Przestałam tym bardziej marzyć o jakimś posiłku. Pojawił się jednak pewien plus tego wszystkiego. Na otwartym terenie łatwiej będzie mi ich znaleźć, będziemy się widzieć. Z nadzieją kotłującą się w moim sercu i strachem wymalowanym w oczach zrobiłam niepewny krok do przodu i ostatni raz obejrzałam się za siebie. Gdzie jesteście. Gdzie ja jestem. Zawyłam unosząc łeb w górę i po chwili już pewnie stąpałam po grubej, lodowej drodze. Raz na jakiś czas przystawałam aby wsłuchać się w świszczenie wiatru z nadzieją, że przyniesie on do mnie odpowiedź od jakiegoś wilka. Chciałam znów wysłać sygnał w powietrze jednak gardło odmówiło mi współpracy. Powoli zwalniałam czując wypływające ze mnie siły, obraz zaczął się rozmywać, a na horyzoncie pojawiły się wilki. Rozpoznałam wśród nich Aralię. Na chwiejnych łapach ruszyłam w ich stronę. Kiedy byłam na tyle blisko, aby dokładniej się im przyjrzeć- rozpłynęli się. Świetnie... Zaczynam wariować... Niepocieszona zrobiłam jeszcze kilka kroków po czym runęłam jak długa na lodową powierzchnię. Jeszcze tego brakowało... Skąd we mnie taki brak sił? Kilkukrotnie próbowałam się podnieść jednak to tylko dodatkowo mnie osłabiało. Co się ze mną dzieje? Już nic nie widziałam. Wszystko zlało się w jedno i boleśnie kuło moje oczy. Zamknęłam je więc, co przyniosło ulgę- nie wielką, ale zawsze. Nie zauważyłam nawet jak zasnęłam z cichym "przepraszam Was" i ostatnim skowytem smutku, zanim odpłynęłam w niezmierzone ciemności z nadzieją, że skoro ja ich nie znalazłam to chociaż oni znajdą siebie.
CD - Aralia, Ashkore, Anzel?
niedziela, 27 lipca 2014
piątek, 25 lipca 2014
Powitajmy Shamana!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Przebudzenia
Ocknełam sie obolala i zmarznięta a takze w zupelnie innym miejscu niż pamietalam. Stopniowo z powodu luki w pamieci czulam sie powaznie zdezorientowana calym zdrzeniem - ktorego w dodatku nie pamietalam. Moje kolotajace w piersi serce już nie chcialo tak uciec jak wtedy zanim zdemdlalam, jednak trwoga dalej gniezdzila sie gdzies w kosciach przez co dygotalam. I nagle mnie olśniło - lawina. Ale skąd lawina w srodku lasu? Tym bardziej, że byla zupelnie z innej strony niż zakazana ziemia.
Rozejrzałam się dookoła. Wokól mnie panowała śnieżnobiała pustka i ni stąd ni z owąd coś sobie uświadomilam.
- No to Aralio jesteś w ciemnej dupie. - wymamrotałam do siebie wiedząc, ze moje stopy stoją nie na byle jakiej ziemi tylko na tej z ktorej nikt nigdy nie wrocil. Z krainy skutej lodem nikt bowiem nie wrocił.
"Aralio, Feainnewedd, Szafirowooka, Svit-kona
Oto nadszedł czas wielkich igrzysk. Czas próby, czas mgły. Pradawny biały dąb treavam pamiętający początki stworzenia zapłonął deithwen (białym płomieniem). Nie ma odwrotu, bo nadchodzi czas końca, który bedzię początkiem nowej ery. Lunae i Sol bedą walczyć na nowo z Chaosem i Invidia a jako swoich wojowników wybrali was wilki. Skulblaka sköliro (poruszacacy łuskami chronili was i patrzyli) un sja teraz przyszedł czas się im odwdzieczyć. Swiat zaleje morze krwi. Czekajcie na ven (znak) i wybierzcie troje z Was"
- Co..? Co..? Jak!? - szamotałam się nagle dziwnie ożywiona i wcale nie taka zmęczona, ale już nikt mi nie odpowiedział. Nadal tkwiłam w tej martwej krainie jednak.. teraz wiedziałam jak sie stąd wydostać.
"Spiesz się, Feainnewedd" pobrzmiewało w mojej głowie a ja byłam jak w transie. Poł dnia zajęło mi przybiegnięcie na nasze ziemie, jednak w jaskiniach nikogo nie było. Znikneli. Lexi, Saccer, Tomas, Shira a nawet Jupiter. Akumy też nie mogłam wywęszyć. Odeszli? Jak długo mnie nie bylo?
Szybko jednak udalo mi sie odnaleźć Askore a także kogoś nowego.. Azela. Zanim jednak mialam zamiar przekazac im tą wiadomość musialam znaleźć Silver aby nie musiec sie powtarzac. Z żalem spojrzalam na swoich towarzyszy, nie wiedzialam co poszlo zle, moze jednak nie powinnam byc alpha? Zostali tylko Ci najwierniejsi i najwytrwalsi.
CD - Ashkore, Silver, Azel
Rozejrzałam się dookoła. Wokól mnie panowała śnieżnobiała pustka i ni stąd ni z owąd coś sobie uświadomilam.
- No to Aralio jesteś w ciemnej dupie. - wymamrotałam do siebie wiedząc, ze moje stopy stoją nie na byle jakiej ziemi tylko na tej z ktorej nikt nigdy nie wrocil. Z krainy skutej lodem nikt bowiem nie wrocił.
***
Błąkałam się głodna i spragniona ale ani pożywienia ani tym bardziej wody znaleść nie moglam. Srogi lod nie nadawal sie do picia a zwierzyna stulecia temu odeszla z tych ziem. Pozostało mi jedynie cierpliwie wyczekiwać śmierci.
***
Upadłam wkońcu z wycięczenia i zasnęłam. Wtem uslyszalam cichutki glos w mej glowie."Aralio, Feainnewedd, Szafirowooka, Svit-kona
Oto nadszedł czas wielkich igrzysk. Czas próby, czas mgły. Pradawny biały dąb treavam pamiętający początki stworzenia zapłonął deithwen (białym płomieniem). Nie ma odwrotu, bo nadchodzi czas końca, który bedzię początkiem nowej ery. Lunae i Sol bedą walczyć na nowo z Chaosem i Invidia a jako swoich wojowników wybrali was wilki. Skulblaka sköliro (poruszacacy łuskami chronili was i patrzyli) un sja teraz przyszedł czas się im odwdzieczyć. Swiat zaleje morze krwi. Czekajcie na ven (znak) i wybierzcie troje z Was"
- Co..? Co..? Jak!? - szamotałam się nagle dziwnie ożywiona i wcale nie taka zmęczona, ale już nikt mi nie odpowiedział. Nadal tkwiłam w tej martwej krainie jednak.. teraz wiedziałam jak sie stąd wydostać.
"Spiesz się, Feainnewedd" pobrzmiewało w mojej głowie a ja byłam jak w transie. Poł dnia zajęło mi przybiegnięcie na nasze ziemie, jednak w jaskiniach nikogo nie było. Znikneli. Lexi, Saccer, Tomas, Shira a nawet Jupiter. Akumy też nie mogłam wywęszyć. Odeszli? Jak długo mnie nie bylo?
Szybko jednak udalo mi sie odnaleźć Askore a także kogoś nowego.. Azela. Zanim jednak mialam zamiar przekazac im tą wiadomość musialam znaleźć Silver aby nie musiec sie powtarzac. Z żalem spojrzalam na swoich towarzyszy, nie wiedzialam co poszlo zle, moze jednak nie powinnam byc alpha? Zostali tylko Ci najwierniejsi i najwytrwalsi.
CD - Ashkore, Silver, Azel
niedziela, 20 lipca 2014
Pożegnajmy Akumę
Dzis odeszła od nas Akuma. Powód? Brak czasu, brak dostepu do komputera.
Zyczmy jej powodzenia.
Pod postem prosilabym o wasze komentarze czy jeszcze jestescie... albo tez chcecie odejsc.
Zyczmy jej powodzenia.
Pod postem prosilabym o wasze komentarze czy jeszcze jestescie... albo tez chcecie odejsc.
Wasza A.
czwartek, 10 lipca 2014
Rysunek Silver
taki mały edit:
Silver, także chciała Wam pokazać jakby wygladala naprawde jako wilk. Ciesze sie niezmiernie, że zgodziła się na to.
Ashkore? Akuma? Azel? Wasza kolej :D
Przed Państwem nasza urocza wilczyca :
Silver, także chciała Wam pokazać jakby wygladala naprawde jako wilk. Ciesze sie niezmiernie, że zgodziła się na to.
Ashkore? Akuma? Azel? Wasza kolej :D
Przed Państwem nasza urocza wilczyca :
(poki co musicie sie zadowolic jakoscia, dopuki S nie bedzie maial dostepu do laptopa)
Wasza A.
wtorek, 8 lipca 2014
Aralia - rysunek
Pewnie zastanawialiście się jak wyglądała by Aralia według mojej inwencji twórczej, także przedstawiam Wam alphe taka jaka powinna być.
Z góry przepraszam, robiłam ja kredkami, ponieważ programy graficzne są mi obcy i moża powiedziec, że jestem wrogiem technologii w jakims tam stopniu - a tym bardziej jezeli chodzi o rysunek.
Zachecam Was do stworzenia wlasnego wilka, pokazcie jak bedzie wygladac!
Powodzenia!
Wasza A.
poniedziałek, 7 lipca 2014
"Jak do tego doszło...?"- Ashkore
Burza śnieżna przyszła niespodziewanie. Wszędzie wokoło było widać tylko śnieg i sam śnieg. Dotąd nie wiedziałem, że burza może mieć taką destruktywną moc. Nie minęło parę sekund a już trzęsłem się z zimna.
Zacząłem biec w kierunku jaskini, która była w pobliżu, a przynajmniej miałem nadzieje, że biegnę w jej stronę. Niestety, szczęście mi nie dopisało. Po paru minutach zdałem sobie sprawę z tego faktu. Omijałem co raz więcej drzew po drodze. Moje całe ciało drżało z zimna, oczy naszły łzami, a mięśnie paliły się z wysiłku. Gdyby nie moje pochodzenie już bym leżał martwy, przykryty warstwą śniegu. Zegar śmierci tykał, a ja wciąż nie znalazłem niczego co by mogło posłużyć jako schronienie. O ile wszystko wokół mnie wyglądało tak samo, jakbym od dłuższej chwili nie ruszył się z miejsca, myślami byłem po drugiej stronie Gór Weremund, przypominając sobie dawne szczenięce lata spędzone z rodziną. Zamyślony nie zauważyłem dużego korzenia, wystającego ponad warstwę ziemi i śniegu. Zahaczyłem o niego moją prawą przednią łapą, przez co poleciałem do przodu, kilka ładnych metrów. O dziwo na mojej drodze nie było żadnego drzewa, tylko wielka zaspa śnieżna, która okazała się moim wybawieniem. Wylądowałem w samym środku zaspy. Po szybkim ocknięciu się, zauważyłem, że było tutaj dużo cieplej niż na zewnątrz. Gruba warstwa śniegu zatrzymywała ciepło i chroniła przed wiatrem.
-Wygląda na to, że znalazłem schronienie na czas tej burzy.- Powiedziałem cicho sam do siebie. Kiedy postanowiłem się ułożyć do snu, co było jedyną rzeczą jaką mogłem w tej chwili zrobić, poczułem ból w łapie o którą się wcześniej potknąłem. Sprawdziłem jej stan i odetchnąłem z ulgą, że nie jest złamana. Zostawiając problem łapy na później, zasnąłem z nadzieją, że zbudzą mnie dopiero promyki wchodzącego słońca...
"Jak do tego doszło...?"- Silver
Ostatnie co pamiętam to rozmowa z Aralią i Akumą. Kiedy wracałyśmy do watahy usłyszałam coś dziwnego. Wadery chyba też to wyczuły.
-Powinnyśmy się pospieszyć.- powiedziała Aralia. Obie zgodziłyśmy się z nią i dalszą drogę chciałyśmy odbyć w truchcie. Ledwo zarzuciłyśmy tempo kiedy zza naszych pleców wyłoniła się wielka czapa śniegowa. Nie zawahałyśmy się nawet przez moment- po prostu biegłyśmy. Starałam się nie zgubić towarzyszek z oczu, jednak było to nie możliwe. Po ominięciu kolejnego drzewa byłam sama. Nie poddawałam się jednak i po mimo burzy która w między czasie przyszła biegłam dalej. Śnieg sypał mi się do oczu, łapy powoli odmarzały. Wiedziałam jednak, że mam dokąd wracać i nie mogłam się poddać. W szaleńczym pędzie wymijałam kolejne drzewa chwilami ślizgając się na lodzie. Po dłuższym czasie kiedy siły zaczęły mnie opuszczać dostrzegłam małą jaskinię. W lekkim ślizgu wbiegłam do niej i skryłam się za głazami. Później była tylko ciemność. Ocknęłam się, nawet nie wiem po jakim czasie i oceniłam sytuację. Była krytyczna. Siedziałam całkiem sama w jaskini przysypanej grubą warstwą śniegu, a miejscami nawet lodem. Cóż miałam innego do roboty jak kopanie? Szło mi okrutnie. Łapy bolały mnie po części od wysiłku jak i zimna. Byłam głodna. Na pewno siedziałam tam nieco dłużej niż cztery dni. Nie zasypiaj. Nie możesz zasnąć. Nie obudzisz się. Powtarzałam te słowa ciągle, wymiennie z tym, że muszę ich znaleźć i wydostać się. Traciłam już nadzieję na wydostanie się. Usiadłam, a po moim pysku spływały brudne od ziemi łzy. I wtedy stało się coś, co dodało mi otuchy. Promienie słońca oświetlały wejście do jaskini. Przechodziły przez śnieg! Zaczęłam kopać w miejscu gdzie słońce prześwitywało najbardziej. Po kilku minutach dokopałam się do powierzchni, a po niecałej godzinie wystawiałam pysk na zewnątrz z zamiarem wyjścia z tej przeklętej jaskini. Kiedy moim oczom ukazały się drzewa i niebo skakałam z radości jak szczeniak w czasie zabawy. Mój entuzjazm został jednak szybko zgaszony kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem sama w miejscu którego nie znam. Zaczęła się mozolna wędrówka w poszukiwaniu przyjaciół...
piątek, 4 lipca 2014
Shoutbox
Chcieliscie chat z godzina wiec...
----->
Nie ma za co.
Wasza A.
Info z 5.07
Możecie obejrzec tymczasowy filmik promujacy TUTAJ. Sama sie troche nie ogarniam.. Mysle ze czas na napisanie pierwszych opowiadanek wiec do roboty moi mili.
Druga sprawa to ze z anikety wyniklo iz spotykamy sie na chatcie w
CHAT w PIĄTEK miedzy 19:00 - 20:00 a 22:00 - 23:00
Ja w miare mozliwosci godzin pracy tez bede do Was wbijac ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

