piątek, 27 czerwca 2014

"Jak do tego doszło..?" - Aralia.

Na początek. 

Biegłam przed siebie, gubiąc gdzieś w resztkach świadomości swoje pokręcone ja. A może to nie byłam ja tylko ktoś obcy? Po grzbiecie spływał mi lodowaty pot. Matka mówiła, że tak się dzieje kiedy jest się przerażonym... ale przecież ja nie byłam, prawda?
Chłod wszedzie panował chłód. Pode mna byl snieg. Szczelajacy od mrozu snieg.
Gałązki sosny łamały się pod moimi wielkimi łapami wydając drażniące mnie trzaski. Wiatr tańczył wdzięcznie w długiej grzywie, sprawiając, że biegłam na oślep. Cholerna sierść.
Łapy niosły mnie przed siebie. Nie widziałam dokąd, ale one najwyraźniej wiedziały gdzie powinnam się teraz znaleźć. Dlaczego uciekałam?
- Aralia!
Usłyszałam krzyk. Ktoś kogoś wołał. Czy to byłam ja? Nie, na pewno nie. To nie moje imię. A może?
Nagle poczułam ból, tak chyba to ból. Widziałam jak moje starte i zmarznięte łapy zostawiają krwawe ślady. One nie chciały przestać biec.
Biała wilczyca.
Przemknęło mi w głowie. Kim do diabła była biała wilczyca? Nie, już nie mogę. Chyba muszę zasnąć.

Potem zrobiło się ciemno, jakby ktoś zasunął czarnymi kurtynami mój świat, który powoli przestawał istnieć. Zatrzepotały w oddali skrzydła, ale ja nie mialam już siły otworzyć oczu.

~ A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz